Motyw

Rytuał

31.07.2020

– I wyobrazić sobie, że jeszcze kilka lat temu musieliśmy się ukrywać. Każdy z nas bał się cholernie o swoje życie wtedy. Co nie?

Uśmiechnęła się. Trochę za szeroko.

Pewne rzeczy musisz przepracować. Niestety, nigdy nie pozbędziesz się tej czarnej mazi w całości. Zawsze jakaś jej cząstka pozostanie z tobą do końca życia. Chyba najbardziej w pamięć zapadł jej ten popieprzony rytuał, który odprawiała przed wyjściem ze swojego mieszkania. Prawdę mówiąc, dla świętego spokoju czasami jeszcze go odprawia.

Stawała przed lustrem, zakładała maskę na twarz oraz kaptur na głowę, brała kilka głębokich oddechów i zamykała oczy. Kiedy je otwierała były… smutne. Smutne, szare, zwykłe, normalne. Zależy kogo wtedy zapytać. Musiała zrobić wszystko, aby wmieszać się w tłum i nie ściągać na siebie uwagi. Nawet drobne odstępstwo mogło się komuś nie spodobać. Lepiej było nie ryzykować.

Gdy tylko dotykała klamki drzwi, reszta działa się automatycznie. Klucze. Bieg po schodach. Ręce w kieszeniach. Byle szybko. Byle do celu. Mknęła po ulicach niczym cień. Ona była cieniem samej siebie.

Gdy już wróciła, zrywała maseczkę i osuwała się na ziemię, łapczywie wciągając powietrze do płuc. Czasami myślała, że całe wyjście poza mieszkanie robi na jednym jedynym oddechu. Byle szybko. Byle do celu.

Te jej oczy czasami prześladują ją w snach. Ciągle ją obserwują.

– Było minęło. Ja się tam cieszę, że to już nie wróci. Teraz jest inaczej.

– Jaszka! Wiwat Paria, wiwat Remulus!

– No, wiwat, wiwat!

Jeszcze nie potrafiła się przyzwyczaić do tego całego „wiwatowania”. Dziwne to to, ale co era to obyczaj.

Opowiadania