Ostatni papieros

„Lubiła ten ceremoniał. Lubiła powtarzać go każdego wieczora”.

5 minut

Patrzyła na skrzyżowanie znajdujące się nieopodal. Szum silników w tej odległości był bardzo przyjemny, wręcz uspokajający. Obserwowała samochody poruszające się miarowym tempem. Czerwone, zielone, czerwone, zielone. Lubiła ten ceremoniał. Lubiła powtarzać go każdego wieczora.

Kate stała właśnie na balkonie swojego mieszkania, oparta o barierkę. Słaby, letni wiatr delikatnie rozwiewał jej długie czarne włosy. Przebijał się również przez jej cienką, różową piżamkę, którą dostała od swojego ojca.

– To dla mojej małej dziewczynki – rzekł wyciągając pudełko spod choinki zapakowane w kolorowy papier prezentowy. Kiedy go rozerwała i otworzyła wieko, a po chwili szybko je zamknęła. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Wyściskała swojego tatusia najmocniej jak się da.

– Zawsze o takiej marzyłam! –  powiedziała –  I to nie jest ten słaby żart, kiedy dostajesz coś czego tak naprawdę dostać nie chcesz. Jest wspaniała. Kocham Cię tato, wiesz? A najbardziej będę w tej różowej piżamie kładąc się do snu.

On nic nie odpowiedział. Łzy pojawiły się w jego oczach. Stali przytuleni przez dłuższą chwilę. On wiedział. Chciał zatrzymać tę chwilę najdłużej jak tylko mógł.

Kontemplowała i podsumowywała wydarzenia przemijającej doby w owej różowej piżamce. W lewej dłoni trzymała zapalniczkę. Ta wieczorna chwila była również momentem kiedy wypalała ostatniego papierosa tego dnia. Sama twierdziła, że był on jak kropka w zdaniu kończącym wielki poemat, po którym pisarz musi odpocząć i zregenerować siły.

Leniwie włożyła papierosa do ust. Wcisnęła przycisk zapalniczki. Jej twarz rozbłysła pomarańczowym światłem. Końcówka fajki zajarzyła się żywo, kiedy wciągnęła dym do płuc. Zrobiła to powoli, wręcz delektowała się smakiem tego małego, białego mordercy. Tak zostałby nazwany przez autora ustawowej grafiki na paczce  –  w tym przypadku zdjęcia wnętrzności człowieka, podczas operacji wycięcia zaatakowanego przez raka płuca  – okraszonej złowieszczymi przepowiedniami śmierci. Wypuściła powietrze. Chmura dymu zniknęła rozwiana przez słaby, letni wiatr.

W ten sposób rozpoczęło się tytoniowe odliczanie czasu do zakończenia dnia.

Wydarzenia mijającego dnia trochę ją przytłoczyły. Wiele z dzisiejszych wyborów może mieć skutki w przyszłości. Wiele z tego co zrobiła mogło zaprzepaścić jej szansę na lepsze jutro.

– Raz się żyje  –  brzmiało teraz w jej głowie –  To co się zdarzyło to już czas przeszły. Niczego już zmienić nie mogę. Nie ma co gdybać. Teraz mogę tylko ponieść konsekwencje swoich działań i zmierzyć się z nadchodzącą rzeczywistością.

Skupiła się na uspokajającym szumie silników aut. Musiała oczyścić umysł. Uspokoić się. Palenie jej w tym pomagało. Zaciągnęła się po raz kolejny. Zamknęła oczy. Część spalonego tytoniu oderwała się od fajki i została zabrana przez wiatr. Tak samo jak jej świadomość. Odleciała gdzieś daleko, gdzie wszystko się udawało. Siedziała teraz na werandzie swojego domu rodzinnego w fotelu bujanym i obserwowała wiejską przestrzeń. Słaby, letni wiatr delikatnie rozwiewał jej długie czarne włosy. Wyglądała swoimi zielonymi oczyma spod słomianego kapelusza. Było ciepło, ale niezbyt gorąco. Po jej lewej stronie, również w fotelu bujanym, siedział jej ojciec. Razem w milczeniu obserwowali świat. To był ich wspólny rytuał.

– Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałaby się ciebie teraz poradzić tato… – powiedziała do siebie otwierając oczy.

Wróciła. Była znowu tutaj. Na balkonie swojego mieszkania.

Ostatni raz pociągnęła papierosa i zgasiła go. Niedopałek wyrzuciła przed siebie. Nie dbała o to, że może on komuś wpaść do mieszkania lub na głowę. Nie o tej godzinie.

Wyciągnęła swój smartfon. Żadnych wiadomości. Żadnych powiadomień. Wyłączyła sieć. Ikonka samolotu pojawiła się u góry ekranu. Nie chciała, aby ktokolwiek przeszkodził jej w odpoczynku. Otworzyła aplikację alarmów. Dwa pokrętła – godziny oraz minuty – ukazały się na środku. Zastanowiła się chwilę. Kilkoma szybkimi ruchami ustawiła budzik. Wcisnęła przycisk zasilania i mieszanka słabego, kolorowego światła padającego na jej twarz zniknęła.

– No dobrze. Niech się dzieje. – powiedziała patrząc na skrzyżowanie – Trochę będzie mi brakować tego widoku.

Weszła do środka mieszkania. Zamknęła drzwi. Włączyła na chwilę światło. Spojrzała na dużą torbę podróżną leżącą pod ścianą. Była na wpół wypełniona jej rzeczami. Jutro rano dokończy pakowanie. Będzie miała jeszcze trochę czasu. Przed pierwszą kawą i miski płatków śniadaniowych.

Usadowiła się w łóżku i dotknęła głową poduszki. Wbiła wzrok w sufit i ledwo widoczne światło ulicznych lamp sodowych. Kiedy zamknęła oczy, odpłynęła w świat sennych marzeń. Szybko. Za szybko.

  • May Guy

    Drogi autorze czy taki tekst na 3,14 jest dobry?
    Ona: kocham Cię
    On: też cię kocham
    Ona: Ale to tylko słowa
    On: Dobrze, wiec Cię nie Kocham. Ale siła z jaką przyciągasz moje serce do siebie, jest równa, przyciąganiu ziemskiemu, które trzyma tych wszystkich ludzi, tu, na ziemi.

    • > Miłość nie istnieje…
      > Ale jest grawitacja!
      > I co z tego?
      > Dlatego jestem przy Tobie.

      PS. Nie dziękuj 😉