Idealny moment nie istnieje

Opowiadania


• 12 minut

Przesłuchaj jako audiobook

„Spóźnia się, z resztą jak zwykle”.

Prognozy pogody zapowiedziały tydzień temu trzydziestostopniowe upały przerywane burzami, i ku niezadowoleniu ludzi, tym razem sprawdziły się. Powietrze tego dnia praktycznie nie poruszało się, a wraz z poburzową wilgocią tworzyło namacalną zawiesinę. Kierowcy na ulicy obok stali właśnie w korku, klnąc na boga, świat i wszystkich dookoła. Łańcuch stalowo-szklanych puszek ciągnął się na kilka skrzyżowań. Nieszczęśliwcy nie posiadający klimatyzacji, otwierali szyby co wcale nie poprawiało ich sytuacji. Był to jeden z tych trudnych do przetrwania, gorących dni, jakimi lato łaskawie nas obdarzyło w tym roku.

Tomek stał oparty o ścianę czerwonej wiaty przystanku autobusowego. Przeglądał na swoim smartfonie Twittera i po części rozmyślał o tym wszystkich osobach, które musiały podzielić się ze światem swoją gorącą męką w dwustu osiemdziesięciu znakach oraz kilku hasztagach. Choć tak naprawdę cały czas ukradkiem spoglądał na zegarek. Jego frustracja rosła z każdą zmieniającą się minutą na komórkowym czasomierzu. Przyszedł tutaj zdecydowanie za wcześnie i pewnie będzie czekał zdecydowanie za długo.

Rozkład jazdy autobusów kolejny raz okazał się tylko informacją. Miejska komunikacja rządzi się prawami nieznanymi dla zwykłych śmiertelników, a arkana punktualności są jej po prostu nieznane. Koniec końców to samo miasto decyduje o tym kiedy i czy w ogóle ruszymy w podróż.

Na drewnianej ławce pod zadaszeniem, siedziała starsza pani i bujała się, to w przód, to w tył. Tomek zauważył mały, czarny różaniec, którego paciorki co jakiś czas przesuwały się w jej rękach. Z poszeptywania jakie docierało do jego uszu wywnioskował, iż modliła się o swoją najbliższą rodzinę. Pewnie zawsze wykorzystywała oczekiwanie na autobus, aby wyprosić o łaski u „najwyższego pana boga ojca wszechmogącego”. Poza tym, to i tak było zdecydowanie lepsze niż narzekanie na cały, gorący świat dookoła.

„To pewnie nic nie da, ale chociaż jest umysłem daleko stąd, razem z nimi.”, pomyślał.

Wsłuchując się w szept starszej pani, wymieszany z odgłosami ulicy, sam zaczął powtarzać w swojej głowie coś na kształt modlitwy lub bardziej mantry.

„Niech on już przyjedzie. Niech on już przyjedzie. Niech on już przyjedzie. Niech on już przyjedzie…”

Trwali tak przez dłuższy czas w skupieniu, w tym miejskim koktajlu dźwięków i zapachów, każdy w swoim duchowym świecie. Ona siedząc na ławce, on oparty o wiatę przystanku.

Z zamyślenia wyrwał go zbliżający się dźwięk silnika Solarisa w normie Euro 6, dumy tutejszego miejskiego przedsiębiorstwa komunikacji i włodarzy miasta. Do tej pory pamiętał te uśmiechnięte twarze prezydenta oraz prezesa i ich uścisk dłoni na zdjęciu w lokalnej gazecie. „Z myślą o mieszkańcach”, głosił duży nagłówek nad nim.

– Jedzie, biało-niebieska śmierć, numer 326. – powiedział Tomek.

Autobus zatrzymał się na przystanku. Hydraulika westchnęła ciężko, a po chwili metalowe drzwi rozsunęły się.

Pani z różańcem, skierowała się ku przedniemu wejściu do autobusu. Wcześniej uśmiechnęła się na słowa Tomka.

– Z przodu mniej słychać silnik, młody człowieku – chciała zagaić, ale on był już w środku biało-niebieskiego Solarisa. Wzruszyła ramionami i również weszła do środka.

Okna wewnątrz były otwarte. Pewnie znów padła klimatyzacja i nikt nie potrafił jej naprawić. Natychmiast poczuł mieszaninę zapachu spalin oraz słodko-kwaśnego potu. Tomek zajął jedno z dwóch ostatnich, wolnych miejsc pośrodku. Falowanie w rytm nadawany przez kierowcę w takiej temperaturze oraz miejskim odorze to zbyt duży wysiłek, aby ustać na nogach i utrzymać ostatnio zjedzony posiłek w żołądku jednocześnie.

Rozsiadł się na swoim krzesełku, wyciągnął smartfona i zaczął przeglądać wiadomości z kraju.

Blaszana puszka napakowana trybikami miejskiej machiny ze zmęczonymi i znużonymi twarzami, leniwie włączyła się do ruchu.

Czytanie o aferach, zbliżających się wyborach, przekrzykiwaniu się na bezsensowne argumenty oraz najnowszych plotkach o celebryckiej rozpuście polskich gwiazd prędko go zmęczyło. Schował swój telefon do kieszeni i zaczął obserwować leniwie poruszający się świat za oknem autobusu. Dostrzegł, że kierowcy samochodów stojących w korku odwzajemniali jego spojrzenia pogardą. W końcu on poruszał się po buspasie dostępnym tylko dla uprzywilejowanych aut i z łatwością omijał zatłoczone ulice.

Autobus podjechał na kolejny przystanek na wytyczonej trasie i ponownie wykonał swój postojowy ceremoniał. Wciśnięcie hamulca, zwalniający dźwięk silnika, ciężkie westchnięcie oraz rozsunięcie drzwi. Wchodzą, wychodzą. Jedni zajmują miejsca drugich. Jedni są już u celu swojej podróży, a drudzy dopiero ją rozpoczynają.

Tomek zaczął przyglądać się wysokim blokom stojącym na osiedlu nieopodal. Kilka z nich było pomalowanych w odcieniach zieleni, a na reszcie dominował brudny, piaskowy kolor wielkiej płyty oraz pęknięcia rozciągające się niczym żyły w ludzkim ciele. Peerelowska architektura zakorzeniła się tutaj w latach pięćdziesiątych. Po wojnie, prawie wszystkie stojące w tym miejscu kamienice nie nadawały się do zamieszkania i zostały zrównane z ziemią. Ostało się ich tylko kilka, teraz samotnie stojących pośród wysokich na kilkanaście pięter wieżowców.

Jeden z wysokich bloków był w trakcie remontu. Budowlańcy na rusztowaniach docinali właśnie styropian, który miał wypełnić nieocieplone jeszcze ściany betonowych mieszkań. Jego resztki w postaci białych kulek zlatywały na podwórka. Ktoś zastanawiał się jakim cudem przy trzydziestostopniowym skwarze pada śnieg. Ktoś inny myślał o tym czy tak wygląda początek końca, ponieważ mózg płata już figle przez gorąco.

Tomek wyciągnął słuchawki z kieszeni, połączył je ze swoim telefonem, a następnie włączył odtwarzacz muzyki. Zamknął oczy i oddał swój umysł ambientowej mieszance dźwięków, którą ostatnio zaczął słuchać.

.

.

.

Nagle dotarł do niego dźwięk klaksonu i odczuł hamowanie. Ściągnął słuchawki, aby usłyszeć co się dzieje. Kierowca jakiejś osobówki zirytowany ślimaczym tempem w jakim się poruszał, zdecydował się podjąć próbę czmychnięcia na buspas. Niestety nie zauważył, że właśnie nadjeżdża autobus.

Kierowcy pokazali sobie kilka obraźliwych znaków i coś do siebie krzyczeli. To niesamowite, że kawałek szkła oraz metalu potrafi dodać innej osobie tyle odwagi, aby rzucać inwektywami na lewo i prawo, a nawet życzyć komuś rychłej śmierci na drodze.

Po chwili osobówka potulnie wycofała się do szeregu samochodów.

Tomek chciał wrócić do beznamiętnego obserwowania zmieniających się obrazów za oknem, ale dostrzegł ją.

„O kurczę!”, przemknęło przez jego głowę.

Siedziała naprzeciw niego, trzy siedzenia dalej. Zaczytana była w „Jeszcze krótszej historii czasu” Stephena Hawkinga. Wertowała strony ze skupieniem i fascynacją. Był to zapewne jej sposób, aby uciec od ciężkiej i gorącej rzeczywistości.

Miał kupić tę książkę już dawno, ale zawsze uznawał, że ma za daleko do księgarni. Zakup przez Internet nie wchodził w grę. Miał dziwny zwyczaj najpierw książkę dotknąć, obejrzeć, zapoznać się z jej treścią i dopiero wtedy zdecydować czy może ją zabrać ze sobą do domu. Zwracał uwagę na każdy szczegół wydania samej pozycji – rodzaj czcionki, kolor kartek czy śliskość papieru. Był jednym z tych czytelników, który doceniał kunszt wydawniczy oraz całe multum decyzji podejmowanych podczas narad w redakcjach.

W tym momencie jednak nie mógł oderwać oczu nie od książki, a od jej blondwłosej właścicielki. Ona pożerała książkę, a on pożerał ją wzrokiem.

W pewnym momencie spojrzała za szybę. Tomek speszył się przeraźliwie. Przez zakłopotanie zaczął mechanicznie oglądać swoje dłonie. Nie chciał jej przerazić swoim ciągłym gapieniem się na nią. Pomimo otaczającego go gorącego powietrza, poczuł jak palą go policzki, a jego ręce zaczęły się trząść. Próbując się uspokoić, zamknął oczy i w myślach zaczął gorączkowo tworzyć strategię.

„Spojrzenie. Jedno. Potem uśmiech. Uśmiechnę się do niej. Później jeszcze raz? Może nie będzie trzeba. Wtedy do niej podejdę. Zapytam o książkę. Powiem, że przepraszam, że czytałem starsze wydanie. Jak ono się nazywało? Chyba „Krótka historia czasu”. Tak, tak to się nazywało! Coś jeszcze pamiętam z tamtej książki. Coś na pewno wymyślę. Podoba mi się. Bardzo mi się podoba. Nie książka. W sensie ona. Zobaczę jak się z nią rozmawia. Zobaczę jak ona zapatruje się na tą nową wersję…”.

W myślach przecież wszystko się układa.

Stało się tak jak zaplanował. Najpierw jedno spojrzenie. Potem drugie. Później uśmiech. Lekkim skinieniem zapytał czy może podejść. Miejsce na przeciw niej było akurat wolne. Ona odpowiedziała kolejnym uśmiechem ukazując swoje śnieżnobiałe zęby.

– Skoro skradłem już twój uśmiech to chciałbym poznać imię jego właścicielki. – stwierdził Tomek, po tym jak usiadł naprzeciwko blondwłosej dziewczyny.

– Naprawdę myślałeś, że tak łatwo Ci pójdzie? Musimy zachować jakieś zasady. Skoro ty już coś ode mnie masz, to najpierw ja chcę twoje imię! – powiedziała.

– Hmm… no dobrze. Niech będzie. Zacznijmy, więc od początku. Dzień dobry, jestem Tomek. A Ciebie jak zwą? – powiedział to nieco teatralnie.

– Dzień dobry Tomku. Jestem Anna. Miło mi cię poznać.

Kiedy opowiadała o „Jeszcze krótszej historii czasu” Tomek zauważył, że Anna ma zielone oczy. Spostrzegł również, że kiedy zastanawia się nad czymś trudnym, aby znaleźć słowa, które mogą to wyjaśnić w prosty sposób, przekręca lekko głowę na lewą stronę.

Gorące powietrze jakby stało się zimniejsze, ludzie jakby mniej zmęczeni, a huk silnika w kabinie jakby trochę ucichł. Tomek skupiał teraz całą swoją uwagę na Annie.

Ich rozmowa swobodnie zeszła z dwustu stronicowej pozycji, którą wcześniej czytała Anna, na kinematografię. Najpierw Tomek bezpiecznie zapytał o ostatnią wizytę w kinie i najnowsze blockbustery. Później odważnie, o ambitniejsze obrazy, które traktują o filozofii życia czy zabawie formą. Tim Burton, David Lynch, Stanley Kubrick, Micheal Bay, Uwe Boll. Szybko okazało się, że Anna miała podobny gust do Tomka, na co on naturalnie się ucieszył. Zgadzała się z nim często, choć w punktach w których się rozmijali nie stronili od dyskusji i wytykania sobie błędów. To intrygowało Tomka, ale jednocześnie podobało mu się.

Łapał się na myśli, iż w końcu znalazł kogoś kto rozumie jego spojrzenie na świat. Chciał żeby ta autobusowa rozmowa trwała w nieskończoność. Dlatego też zaczął się zastanawiać jak subtelnie poprosić ją o numer telefonu.

– Gdzie my właśnie jesteśmy? W sensie, jaki teraz będzie przystanek? – zapytała Anna bardziej siebie i popatrzyła na ekran z trasą zawieszony nad nimi. – Ojej, przed chwilą przejechaliśmy Kramera. To oznacza Tomku, że ja za chwilę wysiadam. A Ty gdzie jedziesz?

– W sumie, to tam gdzie Ty. – mówiąc to uśmiechnął się na chwilę. – W sensie, wysiadam na tym samym przystanku. Niedaleko mam spotkać się z moim znajomym.

Tomek skłamał. Jego przystanek minęli już kilka minut temu. Prawdę mówiąc, nawet tego nie zarejestrował.

Przeszli razem na środek pojazdu. Autobus podjechał na kolejny przystanek na wytyczonej trasie i ponownie wykonał swój postojowy ceremoniał. Wciśnięcie hamulca, zwalniający dźwięk silnika, ciężkie westchnięcie oraz rozsunięcie drzwi.

Tomek wychodząc zauważył, że na tyłach siedzi osoba z maską sowy na twarzy. Ich spojrzenia spotkały się na chwilę, ale kiedy usłyszał dźwięk alarmu poprzedzający zamknięcie drzwi, wyszedł szybko na przystanek. Odprowadził odjeżdżający autobus wzrokiem.

– Ja idę dalej w stronę parku, Tomku. A Ty?

„Numer telefonu.”

– Czy pójdziesz ze mną na kawę? – zapytał Tomek. – Kiedyś?

– Chętnie. Nawet bardzo chętnie.

Oboje wymienili uśmiechy.

– To w takim razie, czy mogę Cię prosić o Twój numer?

– Wpiszę Ci się do telefonu. – po czym Anna posłała Tomkowi zalotne spojrzenie.

Jak poprosiła, tak zrobił. Otworzył książkę telefoniczną i przeszedł do dodawania nowego kontaktu. Kiedy wstukiwała swój numer do jego smartfona, Tomek poczuł wibracje w kieszeni. Sięgnął do niej i wyciągnął z niej swój telefon. Spojrzał przed siebie, ale tam nikogo już nie było. Znów poczuł spaliny i słodko-kwaśny pot. Następnie, ktoś dotknął jego ramienia. Kiedy się odwrócił, ujrzał pysk królika z dwoma sterczącymi uszami.

– Młody człowieku, czy wiesz jak daleko jest do Parku Wieczorowskiego? – zapytał królik.

Tomek wrzasnął, przykuwając uwagę innych pasażerów autobusu. Odruchowo wyrwał słuchawki z uszu. Te spadły na podłogę. Przed nim stała pani z małym, czarnym różańcem. Pani z przystanku.

– Przepraszam, nie chciałam pana obudzić.

– Nie, nic się nie stało. – odpowiedział niespokojnie, podnosząc słuchawki.

Spojrzał na miejsce w którym rozmawiał z Anną w autobusie. Anny już tam nie było, a raczej blondwłosej dziewczyny.

„Czy ta cała rozmowa była tylko snem?”.

– Park Wieczorowskiego? Wie pan kiedy będzie taki przystanek? – zapytała raz jeszcze starsza pani.

– Wieczorowskiego? Ja nie jestem miejscowy, ale niech pani chwilę poczeka, dobrze?

Trochę oszołomiony, wyciągnął swój telefon, wpisał „Park Wieczorowskiego” w aplikację Mapy.

– Jeszcze dwa przystanki, proszę pani.

– Dziękuję, młody człowieku.

– Przepraszam, mam do pani pytanie. Tam siedziała taka blondwłosa dziewczyna z książką. Czy wie pani gdzie ona poszła?

– Nie pamiętam, aby ktoś taki tam siedział, ale chyba ktoś podobny wysiadał jakieś dziesięć minut temu. A co? Znajoma?

– Tak, znajoma. Dziękuję.

Poczuł, że powietrze jest znowu lepkie, ludzie dookoła znowu są zmęczeni, a silnik huczy jak zawsze.

„Książka telefoniczna!”.

Szybko otworzył aplikację i przeskanował listę kontaktów. Nic nowego. Popatrzył na telefon, na siedzenie naprzeciw niego, gdzie prowadził rozmowę o Wszechświecie, a następnie za okno autobusu.

Do Tomka powoli docierało, że tak bardzo skupił się na obmyślaniu planu „zagadania” do dziewczyny, iż czekał na idealny moment, który nigdy nie nadszedł.

„Chyba muszę się przyzwyczaić do swojej łajzowatości.”, pomyślał i westchnął ciężko.

„Dlaczego mi nic nigdy nie wychodzi? Po co ja w ogóle czekam? Nad czym ja się zawsze zastanawiam? Dlaczego…”

***

Autobus podjechał na kolejny przystanek na wytyczonej trasie i ponownie wykonał swój postojowy ceremoniał. Wciśnięcie hamulca, zwalniający dźwięk silnika, ciężkie westchnięcie oraz rozsunięcie drzwi. Wchodzą, wychodzą.

Do pojazdu weszło kilka osób oraz blondwłosa dziewczyna trzymającą „Jeszcze krótszą historię czasu” Stephena Hawkinga pod pachą. Usiadła na wolnym miejscu z przodu autobusu i zaczęła czytać książkę…

Udostępnij

Skomentuj