Idealny moment nie istnieje

A kiedy Ty odważysz się na pierwszy krok?

5 minut

Pomysł na to opowiadanie pojawił się podczas pisania wstępu do notki blogowej o tym samym tytule. Jest ono idealnym załącznikiem do jego treści, a kiedy rozrosło się do ponad 5000 znaków uznałem, że mogę je puścić jako oddzielny twór.

Rzeczywistość za oknem autobusu poruszała się leniwym tempem. Był piękny słoneczny dzień. Nie za gorąco, nie za zimno. Lubił taką pogodę. Wiedział, że wtedy dziewczyny chętnie odkrywają swoje wdzięki. Uwielbiał kiedy przedstawicielki płci pięknej ubierają się w zwiewne sukienki. Zajmując krzesełko w autobusie komunikacji miejskiej mógł stawać się obserwatorem. Wypatrywać piękności z bezpiecznego miejsca zza szklanej szyby. To był taki dzień. Jeden z tych, które lubił.

Kierowca zatrzymał się na kolejnym przystanku. Drzwi otworzyły się leniwie. Do autobusu weszli kolejni pasażerowie. I ona. On dalej patrzył w miejską dżunglę, systematycznie odprawiając rytuał swoich poszukiwań. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Jeszcze.

Nagle jego uwagę zagarnął klakson samochodu przejeżdżającego obok. Przerzucił wzrok na drugą stronę autobusu. Jakiś kretyn pogroził środkowym palcem bogu ducha winnemu kierowcy. Pomyślał, że kawałek stali i szkła potrafi dać tyle pewności siebie osobie, aby z lekkością rzucać inwektywami pod adresem innych ludzi lub nawet życzyć im śmierci. Rozbawiła go ta myśl.

Chciał powrócić do swoich poszukiwań, ale dostrzegł ją. Usiadła na krzesełku przed nim. Rudowłosa ubrana w kwiecistą sukienkę, zaczytana w najnowszym dziele Stephena Kinga. Znad okładki wyglądały dwie srebrno-błękitne chmury wertujące tekst zapisany na stronicach. Było w nich widać jednocześnie zaciekawienie, ale i przerażenie. Pewnie dotarła do momentu, kiedy autor wplótł w historię zwrot akcji lub inne niesamowite wydarzenie. Król horroru pewnie dalej jest w formie.

Jego serce zaczęło bić szybciej. Oddech przyśpieszył. Dłonie zaczęły pocić. Nie, nie orgazm. Zdenerwowanie. Do tego pierwszego, wcześniej czy później, zdoła ją doprowadzić. Na pewno. Odrzucił od siebie tę myśl. Lekko się uśmiechnął, a wzrokiem uciekł za szybę.

„Niech tylko na mnie spojrzy” – modlił się wręcz – „To jedno spojrzenie, później uśmiech”. W myślach czekał na ten idealny moment. W myślach chciał dostrzec ten jeden znak.

Oderwała wzrok od lektury. Ich spojrzenia spotkały się. Najpierw przelotnie, później na dłużej. Dolna część jej twarzy była zasłonięta, ale on wiedział, że się do niego uśmiecha. Poprawiła raz jeszcze okulary. Zamknęła książkę i położyła ją na kolanach. Wtedy odsłoniła też swoje śnieżnobiałe zęby. Uznał, że wyglądała po prostu niesamowicie.

– Skoro udało mi się już skraść uśmiech, to chciałbym poznać imię jego pięknej właścicielki.

Wyprostowała się teatralnie.

– Naprawdę myślałeś, że tak łatwo ci pójdzie? Musimy zachować jakieś zasady. Skoro ty coś ode mnie dostałeś, to najpierw ja chcę twoje imię. – powiedziała – No już. – dorzuciła po chwili.

Nie spodziewał się tego, ale skoro ona chciała zabawy, on nie oponował. Chciał dowiedzieć się gdzie go to zaprowadzi. Początkowa wymiana uszczypliwości, szybo zamieniła się w pełni angażującą rozmowę. Ta równie szybko zeszła na kilkuset stronicową pozycję jaką ona miała na kolanach. W jego głowie kłębiły się już lekko wyblakłe wspomnienia o książkach Kinga. Dawno nic nie przeczytał tego autora, ale lubił klimat, który tworzył pisarz. Jednak te strzępki jakie posiadał w swojej głowie wystarczyły. To co on przekręcił lub zapomniał, ona dopowiadała bez większego zastanowienia. Fanka. Można by nawet rzec obsesyjna. Troszkę.

Przystanek. Wysiedli razem. On wcale nie musiał tego robić. Chciał. Skierowali się do parku nieopodal. Usiedli na ławce, cały czas rozmawiając w najlepsze. King oddał miejsce kinematografii.

Za drzewami było słychać ryk samochodów. Przy fontannie nieopodal dzieciaki bawiły się beztrosko. Parkową ścieżką ktoś przejechał rowerem, omijając kobietę w sukience. Jeszcze kilkanaście minut temu, pożerałby ją wzrokiem. Teraz cała jego uwaga była poświęcona temu małemu rudzielcowi siedzącemu obok niego. Nie chciał, aby to kiedykolwiek się skończyło.

Nagle spojrzała na zegarek. Powinna była już wrócić do swojego mieszkania. Koleżanka, z którą umówiła się wczoraj pewnie była już w drodze do niej. Kolejny teatralny gest. Podniosła rękę z zegarkiem do góry, kilka razy stuknęła w jego kopertę i posłała mu zalotne spojrzenie.

– Taaa. Ja wiem o co ci chodzi. Chcesz, abym spytał cię o twój numer?

– Może. Kto wie.

– Nie, nie zrobię tego.

– Co? Dlaczego? – zmarszczyła brwi i spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem.

– Po prostu będę tutaj siedział i czekał, aż sama postanowisz mi go dać. – rzucił z uśmiechem – Pewnie jesteś spóźniona, więc nie możesz się długo nad tym zastanawiać. – nachylił się do niej i powiedział szeptem do jej ucha – Dodam tylko, że nagrodą za dobrą odpowiedź jest darmowa kawa na mój koszt. To jak to będzie?

Kiedy wprowadzała swój numer telefonu do jego smartfona, świat podskoczył. Wszystko zaczęło groteskowo unosić się jakby grawitacja przestała działać. W myślach.

Najpierw dziura w jezdni, później gwałtowne hamowanie. W rzeczywistości. To jej przystanek. Przycisnęła swoją książkę do klatki piersiowej i zaczęła przeciskać się do wyjścia. On odprowadził ją wzrokiem. Bez słowa. Nie wybiegł za nią. Nie ruszył się ze swojego miejsca. Drzwi zamknęły się za nią z hukiem. Już nigdy więcej się nie spotkali. On ją zapamiętał, ona nigdy go nie poznała. Czekał na idealny moment, który nigdy nie nastał.