Upał tego lata był nie do zniesienia

Fascynacje kryminałami i romansami wdały się w przelotną miłość.

10 minut

Opowiadanie napisane w lipcu 2013 roku. Fascynacje kryminałami i romansami wdały się w przelotną miłość. Oto co z tego powstało. Planuje kiedyś zrobić z tego dłuższą formę literacką. Na razie traktuje to opowiadanie jako prolog.

Kościelna wieża zaczęła wybijać południe. Gołębie wzbiły się do lotu nie mogąc znieść dudniącego dźwięku dzwonów. Biało-szaro-czarna chmura przeleciała w zachodnim kierunku, szukając spokojniejszego miejsca. Upał tego lata był nie do zniesienia. Ludzie chronili się przed nim jak mogli. Jedni po prostu nie wychodzili z domu korzystając z klimatyzacji, inni preferowali zimne napoje i/lub drinki. Natomiast dzieci miały powód do radości – burmistrz zniósł tymczasowo zakaz kąpieli w miejskich fontannach i wysłał w teren jednostki straży pożarnej, aby od czasu do czasu odkręciły hydranty z wodą. Wszystko, aby choć trochę ulżyć mieszkańcom miasteczka. Upał tego lata był nie do zniesienia.

Wyjrzał przez okno na klatce schodowej. Pani, która wychodziła z lokalnej lodziarni właśnie zorientowała się, ze lód, który kupiła, poplamił jej całą sukienkę. Sądząc po sile z jaką cisnęła go o ziemię, można stwierdzić, że ubiór był nowy. „Albo wyprany w tym płynie do płukania tkanin, który ostatnio był reklamowany w telewizji” – pomyślał Peter. – „Kto w ogóle wymyślił butelkę pełną chemikaliów do prania przynoszoną na imprezę towarzyską?”. To poprawiło mu na chwilę humor.

Odwrócił wzrok w stronę drzwi z numerem 10. Kiedy jego oczy dostosowały się do półmroku panującego wewnątrz, spojrzał na tabliczkę z nazwiskiem. Było obok niego dorysowane małe serduszko. Znów na jego ustach pojawił się malutki uśmiech. Pamiętał dokładnie ten dzień. Narysowanie tego serca było jak wpuszczenie promyka nadziei do tej zapuszczonej i zaniedbanej klatki schodowej, która pamiętała czasy swojej świetności paręnaście, o ile nie parędziesiąt lat temu. Złuszczona żółta farba pokrywająca ściany, ledwo trzymająca się boazeria. Widać było, że pieniądze z czynszu nie są inwestowane w odpowiedni sposób.

Kiedy stanął na zielonej wycieraczce pod „dziesiątką” zawahał się. Zapukać czy nie? Jeszcze raz zebrał myśli. Przeprowadzał tą rozmowę w myślach kilkadziesiąt razy. Rozważył wszystkie za i przeciw. Uda się… ale czy na pewno? Zapukać czy nie? Dzwonek nie działał. Zawsze zapominała wezwać elektryka do tego ustrojstwa. Uniósł pięść na wysokość głowy. Zapukać czy nie?

– Już otwieram, minutkę – odezwał się kobiecy głos po drugiej stronie drzwi. Mimo, że tłumiły go dźwięki telewizora dobiegające z salonu był dość dobrze słyszalny.

„Pewnie jest w kuchni” – pomyślał Peter. To dziwne co przychodzi człowiekowi do głowy w takich sytuacjach. Chociaż to może normalne? Przecież rozkład tego małego mieszkania znał doskonale. Spędził w nim tyle czasu. Zawsze w innym miejscu. Wymyślili razem nawet listę miejsc gdzie należałoby spróbować. Pralka, stół kuchenny, dywan w salonie, kanapa…

– Ach, to ty – stwierdziła ponuro Kate wychylając się zza drzwi. Choć z jej twarzy niemal natychmiast zniknął uśmiech, była piękna. Jej oczy jako pierwsze przyciągały uwagę. Zawsze delikatnie zmrużone. Zielone. Niejednokrotnie kiedy o niej myślał widział te pełne beztroski i radosne spojrzenie, połączone z nieśmiałym, śnieżnobiałym uśmiechem. A jeszcze za czasów podstawówki nosiła aparat. Jej rodzice wydali na niego fortunę, ale było warto. Jej brązowe, długie włosy opadały delikatnie na ramiona. Peter w ostatniej chwili powstrzymał się od zaczesania zagubionego kosmyka za ucho. Zawsze to robił. Zawsze przypominał o tym, że jest piękna. O tym, że jest dla niego najważniejsza. O tym, jak bardzo ją kocha. Zawsze.

Kiedy ją zobaczył zabrakło mu słów. Cały scenariusz tej sytuacji, który tak drobiazgowo układał sobie w myślach w jednej chwili zniknął. Od czasu kiedy powiedziała, że nie może z nim dłużej być, pragnął wyrwać się z tego złego koszmaru. Ponownie obudzić się u jej boku, pocałować ją na dzień dobry i przytulić ją z całej siły. Poczuć jej bliskość. Najlepsze półtora roku jego życia odeszły w przeszłość, ot tak, jakby pstryknąć palcami.

– Jeżeli przyszedłeś przekonywać mnie, żebym do ciebie wróciła to tracisz cz…

– Proszę… – przerwał jej, opierając rękę o drzwi – Mogę wejść?

Nie mógł jej stracić. Miał jedną jedyną szansę. Musiał zrobić wszystko co mógł. Pokazać jej, a przede wszystkim sobie, że jest prawdziwym mężczyzną.

– Ok, ale tylko na chwilę. – odparła kiedy zorientowała się, że prostymi sztuczkami go nie zbędzie.

Wszedł do środka. Stanął naprzeciw jej. Ona, aby uniemożliwić mu kontakt szybko przeszła do kuchni. W mieszkaniu unosił się zapach smażonego kurczaka, którego pierś pokrojona w kostki dochodziła na patelni polaną oliwą z oliwek. Obok w garnku, torebka z ryżem powoli puchła w gotującej się wodzie. Podeszła do pojemnika z warzywami, wzięła go i wrzuciła jego zawartość na patelnię. Ich skwierczący odgłos rozbrzmiał w pomieszczeniu.

Jej ruchy hipnotyzowały go. Założyła dzisiaj tą krótką, obcisłą, jeansową spódniczkę. Umysł przywoływał obrazy ich wspólnych zabaw w kuchni, nie tylko z jedzeniem. „Proszę, nie teraz” – pomyślał. – „Musisz się pozbierać”.

– Proszę, poświęć mi chociaż małą część swojej uwagi. – stwierdził, chyba zbyt ostro niż chciał.

Odwróciła się do niego. Oparła się o blat kuchenny i założyła ręce na piersi. Jej usta zamieniły się w ledwo widoczną kreskę. Znał to. Przez czas jaki z nią spędził, miał do czynienia z tym widokiem kilkanaście razy. Zazwyczaj kończyło się to ostrą sprzeczką lub w łóżku. Pomyślał, że to dobry znak.

– Więc czego chcesz? – zapytała.

– Chce znać odpowiedź na jedno pytanie. Dlaczego? Dlaczego po tych 18 miesiącach? Co się stało?

Przewróciła oczami. Wzięła głęboki oddech. Spojrzała na Petera i powiedziała:

– Jesteś jak małe dziecko. Ile razy mam ci to powtarzać? – pokręciła głową. – Ograniczasz mnie, rozumiesz? Ja mam dopiero 20 lat. Chcę swobody, chcę jeszcze korzystać z życia, a ty mi to uniemożliwiasz. Nie dociera to do ciebie? – spytała podniesionym głosem.

Peter był kompletnie zdezorientowany. Zastanawiał się czy rozmawia z tą samą kobietą, która codziennie jednym uśmiechem potrafiła nadać sens jego życiu. Coś się zmieniło i nie potrafił rozszyfrować co.

– Przecież to kompletnie nie ma sensu. Więc jest ktoś inny, tak? – zapytał wpatrując się w podłogę jakby gdzieś tam była odpowiedź.

– Słyszałam, że mężczyźni są prości w użyciu. A to A, B to B, a ty od razu dopisujesz sobie jakąś nieistniejącą historyjkę do tego wszystkiego. Nie wiem jak ja z tobą wytrzymywałam!

Peter spojrzał na Kate z odrazą.

– Po prostu chcę jakoś racjonalnie wytłumaczyć, to, co się stało. Nie widzisz, że niszczysz wszystko co zbudowaliśmy przez te półtora roku?

W pomieszczeniu zaczęło śmierdzieć przypalonym kurczakiem. Kate prawą ręką znalazła pokrętło od gazu i przekręciła je, cały czas opierając się o blat.

– Czy ty się słyszysz? My? To jest tylko twoja chora wyobraźnia – położyła ręce na biodrach.

– Nie wiem, nie odpowiadało ci to? Po tym wszystkim przez co razem przeszliśmy. Codziennie rano jedyne co chciałem to zobaczyć twój uśmiech. Wiedzieć, że jesteś szczęśliwa i móc uszczęśliwiać cię na każdym kroku. Czy to do ciebie nie dociera? No do cholery, nie rozumiesz, że cię kocham?! – powiedział Peter dość głośno.

– Ty myślisz, że to mnie przekona? – zakryła twarz rękoma. Zrobiła pauzę na zastanowienie się, a następnie wybuchła – Osaczasz mnie! Nie dajesz mi żyć! Każdy moment spędzony z tobą sprawiał, że się dusiłam! Nie chcę cię znać!

Peter dostrzegł, że Kate powiedziała to w taki sposób jakby sama nie wierzyła w to co mówi. Podeszła do okna i zaczęła patrzeć gdzieś w dal. W międzyczasie wyciągnęła telefon komórkowy z kieszeni. Miała nadzieję, że jakimś cudem ktoś zadzwoni i pozwoli przerwać tę sytuację. Niestety, komórka milczała. Sprawdziła wiadomości i po chwili schowała ją do kieszeni.

Peter stał jak wryty. Nie potrafił pojąć tego co usłyszał. Choć może to co powiedziała Kate to prawda? Może rzeczywiście za bardzo się starał? Nie dawał jej tyle przestrzeni ile powinna mieć? Osaczał ją? Wziął głęboki oddech. Spojrzał na Kate i zaczął:

– Może to i prawda, wiesz? Ale to nie zmienia faktu, że jesteś – zatrzymał się na chwilę – najpiękniejszą… najbardziej wyzywającą… frustrującą… urzekającą… i bez wątpienia… najwspanialszą kobietą jaką kiedykolwiek spotkałem w swoim życiu. Czy to naprawdę nic dla ciebie nie znaczy? – było słychać rozpacz w jego głosie.

Nie odezwała się. Dalej patrzyła przez okno. Peter uświadomił sobie, że teraz może spróbować. Zrobił kilka kroków w stronę Kate. Chciał objąć ją w talii, tak jak za dawnych czasów. Niestety, zorientowała się jakie są jego zamiary. Odwróciła się w jego stronę. Miała łzy w oczach. Spuściła wzrok i po prostu powiedziała – Wyjdź.

Peter nie posłuchał. Chciał objąć ją, ale ona zaczęła się szarpać i wyrywać. Odepchnęła go.

– WYJDŹ! – tym razem krzyknęła. Rozpłakała się.

– Jesteś tego pewna? – spytał cicho Peter.

– Po prostu zniknij z mojego życia! NATYCHMIAST! – wykrzyczała to przez łzy.

– Skoro tak stawiasz sprawę… Skoro to wszystko nic dla ciebie nie znaczy… To ja skończyłem. Żegnaj – odwrócił się i skierował do wyjścia.

Półtora roku życia. Tyle wspaniałych chwil. Tyle szczęścia. To wszystko skończyło się, a on nie rozumiał dlaczego. Teraz słyszał tylko łkanie Kate. W powietrzu unosił się zapach przypalonego kurczaka.

Kościelna wieża wybiła 12:30. Znów biało-szaro-czarna chmura gołębi wzbiła się do lotu, nie mogąc znieść dudniącego dźwięku dzwonów. Tym razem skierowały się na wschód. Upał tego lata był nie do zniesienia. Nikt nie usłyszał jej krzyku. Przecież było gorąco. Umysły płatają figle przy takiej temperaturze. Leżała teraz bezwładnie, wbijając pusty wzrok w kuchenne meble. Życie powoli z niej uchodziło. Nóż, którym kroiła warzywa, teraz wbity w jej pierś, dumnie górował nad jej leżącym ciałem. Kałuża krwi była coraz większa. Wymieszała się z kurczakiem i oliwą z oliwek. Upał tego lata był nie do zniesienia.